ďťż

Zycie, zycie i... smierc:)

photo



Kuri - 11 August 2005 - 13:18
Tak naprawde nawet nie zdajemy sobie sprawy jak blisko nas jest smierc. Ona moze przyjsc w kazdej chwili, a kazda sekunda zycia zbliza nas do tego momentu. Mowia, ze ludzie, ktorzy staneli oko w oko ze smiercia zmieniaja sie wewnetrznie, dopiero wtedy doceniaja jakim darem jest zycie i dopiero wtedy zaczynaja tak naprawde zyc! Kazdy z nas zdaje sobie sprawe, ze zycie "konczy" sie smiercia, ale czy zdajemy sobie sprawe co to tak naprawde oznacza? Cale zycie czegos szukamy, przywiazujemy sie do rzeczy, przywiazujemy sie do ludzi, bladzimy w myslach miedzy przeszloscia, a przyszloscia, nieustannie dzielimy na to co dla nas dobre, a co zle, to co dobre staramy sie uchwycic, od drugiego staramy sie uciec - z czym wiaza sie wieczne problemy. Poswiecamy nasze zycie na dazenie do waznych dla nas celow, ale to co osiagniemy i tak przeminie, wiec dlaczego w ogole do czegos dazyc? Z punktu widzenia tego co dzieje sie we wszechswiecie, jestesmy nic nie znaczacym pylkiem, malym elementem czegos wiekszego, po ktorym z biegiem czasu nie zostanie nic - nawet pamiec. Wiec co nam zostaje? Jaki jest cel zycia, skoro wszystko co kochamy, wszystko do czego dazymy, do czego sie przywiazujemy jest ulotne, nie mozemy sie tego uchwycic, bo to i tak przeminie. Wydaje sie, ze zycie nie ma celu, zycie po prostu jest, samo nam sie przytrafilo i niczego od nas nie wymaga. Nie musimy niczego udowadniac, nie musimy do niczego dazyc. Ktos powie, ze to bierna postawa, ze czym byloby zycie bez jakiegos wiekszego celu? Ale co tak naprawde da nam osiagniecie tego celu, radosc, spelnienie? Czy nie lepiej zyc chwila, nie oczekujac niczego? Co tak naprawde stanie sie jak "puscimy" wszystko i oddamy sie wirowi zycia, czy cos stracimy? Czy w ogole jest cos do stracenia, skoro wszystko jest ulotne? A moze cos dzieki temu zyskamy?

Moglbym dalej pociagnac, ale zostawie to w tym momencie, zobaczymy jak sie temat rozwienie :) ...
Republika.pl Portal Społeczności Internetowych


 




Przykro nam, strona o podanym adresie nie istnieje.

Sprawdź, czy wpisałeś poprawny adres strony, lub skorzystaj z katalogu lub wyszukiwarki.



Copyright 1996 - 2006 Grupa Onet.pl SA - zobacz wszystkie serwisy »





Marc_X - 11 August 2005 - 13:44
po smierci pozostaje pamiec nie tylko o osobie, ale i o jej pozytywnosci, czynach i dobr jakie po sobie zostawila, a jesli tych 3 rzeczy nie bylo zbyt duzo pamiec, pozytywna pamiec nie istnieje...
tak wiec nie zgadzam sie z 2 czescia zastanowien, po co cos czynic.
jakies czas temu slyszalem calkiem niezle kazanie w kosciele o smierci, nie dosc ze sluchalem to robilem to z ciekawoscia, ale przelac tego nie potrafie.

Co do samej smierci to nawet nie wiesz kiedy wszystko moze sie zmienic...




Kuri - 11 August 2005 - 13:54

po smierci pozostaje pamiec nie tylko o osobie, ale i o jej pozytywnosci, czynach i dobr jakie po sobie zostawila, a jesli tych 3 rzeczy nie bylo zbyt duzo pamiec, pozytywna pamiec nie istnieje...
tak wiec nie zgadzam sie z 2 czescia

Nie takich wypowiedzi sie spodziewalem, ale ok, odpowiem Ci...

Ile ta pamiec moze trwac? Gora kilkadziesiat/kilkaset lat, pozniej nikt nawet nie bedzie wiedzial ze ktos taki jak Ty w ogole istnial, chyba, ze byles kims, kto zaslynal czyms dla ludzkosci, wtedy ta pamiec przetrwa dluzej. Ale i tak z biegiem czasu nic po Tobie nie zostanie. Im glebiej sobie to uswiadomisz, tym wiekszy ciezar z Ciebie spadnie ;) ...




Nazgaroth - 11 August 2005 - 17:39
ja uważam ze życie jest bez sensu ... po to ludzie wymyślaja sobie różnorakie filozofie , religie itp. żeby tą pustkę zwaną zyciem czymś wypełnić i miec "sztuczny" cel , .... ktoś powie " a co z miłoscia ? czy dla niej nie warto zyc ?" odpowiedz brzmi : nie , miłosc to tylko iluzja , tak naprawdę chodzi tylko o przetrwanie gatunku , a ludzie ładnie to nazwali miłoscią ....
ktoś spyta " dlaczego wiec w takim razie nie popełniłem jeszcze samobojstwa ?"
substancje halucynogenne to jest odpowiedz na to pytanie , to dzieki takim substancjom mozna sie przeniesc poza ten świat , zmienic rzeczywistosc w swojej głowie .......
nic wiecej wam nie powiem.
Republika.pl Portal Społeczności Internetowych


 




Przykro nam, strona o podanym adresie nie istnieje.

Sprawdź, czy wpisałeś poprawny adres strony, lub skorzystaj z katalogu lub wyszukiwarki.



Copyright 1996 - 2006 Grupa Onet.pl SA - zobacz wszystkie serwisy »





ice.lady - 11 August 2005 - 21:24
ja wierze w reinkarnacje.. wiem ze wielu ludzi uwaza to za bzdury ale jednak... a co jesli jestem np.80 wcieleniem Kleopatry?? albo bylam kiedys wiewiorka?? nie wazne!! najlepsze jest to, ze moja dusza nigdy nie umrze, ze przejdzie do nastepnego ciala.. czytalam o przypadkach osob, ktore pamietaly soje wczesniejsze wcielenia.. bardzo ciekawe doswiadczenie... :D




dagi - 11 August 2005 - 21:25
gdyby ludzie nie stawiali sobie jakis celow do osiagniecia i by sie caly czas zajmowali tylko soba lenistwem itp to raczej komputerow by nie bylo ;) nie majac jakis celow w zyciu zycie staje sie nudne. bo celem moze byc wszysto.

co do pamieci podobno istnieje takie cos jak pamiec poszczegolnych komorek/czasteczek

smierc nie musi byc smiercia tylko przejsciem do "nastepnego etapu zycia"

moze i jestesmy jakims malym pylkiem we wrzechswiecie ale tak czy siak mamy na niego jakis wplyw moze jest on niezauwazalny ale bez ludzkosci ta planeta wygladalaby inaczej niz teraz moze jest ona 1 ziarenkiem wsrod (tutaj jakas liczba) innych ale wplyw mamy na nasze otoczenie.

moim zdaniem zycie na ziemi jest etapem nabierania doswiadczenia w pewnych dziedzinach przygotowaniem na dalsza wedrowke jakkolwiek wyglada, bo dowiemy sie jak to wyglada i czy wogole wyglada po zakonczeniu zywota na tym swiecie ja mam nadzieje ze pojde dalej a nie znikne tak sobie bez pamieci. Do tego jeszcze niektorzy ludzie sa doceniani dopiero po smierci :)




polbanda - 11 August 2005 - 22:32

a co z miłoscia ? czy dla niej nie warto zyc ?" odpowiedz brzmi : nie , miłosc to tylko iluzja , tak naprawdę chodzi tylko o przetrwanie gatunku , a ludzie ładnie to nazwali miłoscią ....
dlaczego widelec nazywa sie widelec a nie kartofel ?
ludzie musieli jakos rzeczy ponazywac po imieniu
a Ty dopoki milosci nie doswiadczysz to nie zrozumiesz
wg mnie slowo to i pojecie nie jest zwiazane z czysto przetrwalnikowym znaczeniem (seks)
uczucia ktorych czlowiek w fazie swojego rozwoju poznawal musial jakos nazywac aby mogl je wyrazac - proste
jesli sie kogos na prawde kocha to chce sie oddac wszystko tej jednej osobie i nie trza sie martwic nawet o zdrade czy cos takiego
porownanie (slaba milosc->biby w remizach i zupelne nierozeznanie w tym co leci przez membrany) i (silna milosc-> silne techniczne imprezy z rzesza 100procentowych fanow konkretnych bitow) jest roznica.
hehe
pozdro




alegria - 11 August 2005 - 22:59
własnie dlatego ze otrzymujemy tylko JEDNO zycie powinnismy je maxymalnie wykorzystac.Jest to niesamowity dar, wrecz CUD.Wielokrotnie zastanwialam sie nad tym jak to sie dzieje ze ja nie dosc ze ISTNIEJE to jeszcze ZDAJE SOBIE Z TEGO SPRAWE...tematy KOSMOS,WIECZNOSC,ZYCIE juz wielokrotnie walkowalam sama lub w gronie znajomych i naprawde mozna popasc w paranoje...;)

czlowiek jest istota ktora nie moze biernie egzystowac.Juz sama nasza fizycznosc o tym swiadczy.MÓZG-1000 informacji ktore dziennie przyswajamy czy tego chcemy czy nie, czesto wnioski same sie nasuwaja bez naszej wiekszej interwencji..rozne przemyslenia,konkluzje...nawet w czasie snu nasza głowa pracuje;) a co za tym wszystkim idzie--> stawiamy sobie rozne cele,wyzwania,wymagania, czesto nawet podswiadomie.Odczuwamy wewnetrzna potrzeba rozwijania sie.Sam fakt zazywania srodkow halucynogennych w celu przeniesienia sie do innego swiata swiadczy o tym ze dana osoba (nazgaroth ?? ;)) chce poznac cos nowego,poszerzyc swoje horyzonty;)
Zycie nie zostalo dane nam po to abysmy je "przespali".Zreszta nie wiem czy ktorykolwiek z Was czulby sie dobrze ze swiadomoscia ze nic w tym zyciu nie osiagnal...poczucie bezsensu i pustki-mam nadzieje ze to mi nie bedzie nigdy towarzyszyc.

co do miłosci- ILUZJA?? uczucia nie sa iluzja (nawet z biologicznego pktu widzenia).Z psychologicznego faktycznie wszystko praktycznie tlumaczone jest PRZETRWANIEM GATUNKU.Ale nalezy pamietac ze psychologia sklada sie z roznych perspektyw i nie nalezy wszystkiego tlumaczyc tylko jedna.




Pixi_ - 12 August 2005 - 07:41
przed 9 w nocy ( ;P ) nie mam weny na rozprawki...

Nazgaroth, jeżeli naprawde uważasz, że miłość jest iluzją, to szczerze współczuję... Ale wierze, że jeszcze zmienisz zdanie!
pozdro :cheers:




zarowka - 12 August 2005 - 07:59

Tak naprawde nawet nie zdajemy sobie sprawy jak blisko nas jest smierc. Ona moze przyjsc w kazdej chwili, a kazda sekunda zycia zbliza nas do tego momentu. Mowia, ze ludzie, ktorzy staneli oko w oko ze smiercia zmieniaja sie wewnetrznie, dopiero wtedy doceniaja jakim darem jest zycie i dopiero wtedy zaczynaja tak naprawde zyc! Kazdy z nas zdaje sobie sprawe, ze zycie "konczy" sie smiercia, ale czy zdajemy sobie sprawe co to tak naprawde oznacza? Cale zycie czegos szukamy, przywiazujemy sie do rzeczy, przywiazujemy sie do ludzi, bladzimy w myslach miedzy przeszloscia, a przyszloscia, nieustannie dzielimy na to co dla nas dobre, a co zle, to co dobre staramy sie uchwycic, od drugiego staramy sie uciec - z czym wiaza sie wieczne problemy. Poswiecamy nasze zycie na dazenie do waznych dla nas celow, ale to co osiagniemy i tak przeminie, wiec dlaczego w ogole do czegos dazyc? Z punktu widzenia tego co dzieje sie we wszechswiecie, jestesmy nic nie znaczacym pylkiem, malym elementem czegos wiekszego, po ktorym z biegiem czasu nie zostanie nic - nawet pamiec. Wiec co nam zostaje? Jaki jest cel zycia, skoro wszystko co kochamy, wszystko do czego dazymy, do czego sie przywiazujemy jest ulotne, nie mozemy sie tego uchwycic, bo to i tak przeminie. Wydaje sie, ze zycie nie ma celu, zycie po prostu jest, samo nam sie przytrafilo i niczego od nas nie wymaga. Nie musimy niczego udowadniac, nie musimy do niczego dazyc. Ktos powie, ze to bierna postawa, ze czym byloby zycie bez jakiegos wiekszego celu? Ale co tak naprawde da nam osiagniecie tego celu, radosc, spelnienie? Czy nie lepiej zyc chwila, nie oczekujac niczego? Co tak naprawde stanie sie jak "puscimy" wszystko i oddamy sie wirowi zycia, czy cos stracimy? Czy w ogole jest cos do stracenia, skoro wszystko jest ulotne? A moze cos dzieki temu zyskamy?

Moglbym dalej pociagnac, ale zostawie to w tym momencie, zobaczymy jak sie temat rozwienie :) ...

To dobry wstęp do filozofii buddyjskiej. :) Tam na pewno znalazłbyś na te wszystkie pytania odpowiedzi. :)




- 12 August 2005 - 09:31

gdyby ludzie nie stawiali sobie jakis celow do osiagniecia i by sie caly czas zajmowali tylko soba lenistwem itp to raczej komputerow by nie bylo ;)
I chwała im za to, tak samo jak za wynalezienie piwa i jeszcze paru shitów na tej ziemi :)

A wracając do tematu. Sam kiedyś miałem podobne przemyślenia na ten temat.
Do jakich wniosków doszedłem ?? Wszystko zależy z jakiego punktu patrzy się na życie - jak wszystko sprowadza się do narzekania że jest tak a nie inaczej to rzeczywiście nic dobrego z tego życia nie wyciągnie.
Każdy powinien szukać jakiś wartości, celów które urozmaicą jego bytowanie na ziemi.

Rozmyslania o bytowaniu trzeba zacząć od senda - po co ?? dopiero potem starać się wyciągnoć jakieś konkretne wnioski




Kuri - 12 August 2005 - 09:40
Zle mnie rozumiecie. Ja nie twierdze, ze skoro nie istnieje jakis wyzszy cel w tym wszystkim, wiec najlepiej nie robic nic, rozlenic sie, olac wszystko i tylko biernie wegetowac, czekajac na smierc. To nie tak. Chodzi mi o to, ze poswiecamy nasze zycie na sprawy, ktore i tak do niczego nas nie zaprowadza, ktore i tak nie wzbogaca naszego zycia, chyba ze materialnie, ale to do niczego nas nie prowadzi... Kazdy z nas ma jakies marzenia, ale wiekszosc z nas ich nie realizuje z roznych powodow, to wynika ze strachu - boimy sie zaryzykowac, wynika z tego, ze wydaje sie nam, ze i tak sie nie uda, wiec po co sie starac. Ale czy jest cos do stracenia, czy jest w ogole jakies ryzyko? Kiedy przestaniemy przywiazywac sie do roznych rzeczy, kiedy przestaniemy traktowac zycie zbyt serio, dopiero wtedy zaczniemy zyc, dopiero wtedy otworza sie przed nami mozliwosci. Ja jestem na takim wlasnie etapie, na etapie w ktorym zmienia sie moje spojrzenie na swiat. Rzeczy ktore mialy do tej pory dla mnie jakies wieksze znaczenie, teraz wydaja sie malo wazne w tym wszystkim. I nie czuje sie z tym zle, nie czuje wewnetrznej pustki, wrecz przeciwie, tak zyc jak teraz mi sie chce nie chcialo mi sie jeszcze nigdy. A wiem, ze jeszcze nie do konca zrozumialem to o czym pisze, bo gdyby tak bylo nie pisalbym o tym, tylko wcielilbym to w zycie i juz byscie tu mnie wiecej nie zobaczyli ;) . Na razie poswiecam sie poszerzeniu swojej swiadomosci poprzez medytacje, a ostatnio niezle mnie trafilo i robie to nawet kilka razy dziennie, nie wiem co mnie czeka w zyciu, ale niczego nie oczekuje. Duzo medytuje, duzo rozmyslam, duzo czytam, prowokuje takie dyskusje jak te i zobaczymy jak sie zycie potoczy :) ... Ale ciagnie mnie na wschod ;) ... Podrozowac, doswiadczac, zyc chwila, nie myslec co bedzie jutro - ciekawa perspektywa :D ...

zaroweczka :) . Dobra uwaga, te przemyslenia wynikaja m.in. po przeczytaniu "Drogi Zen" Alana Wattsa, genialna ksiazka i naprawde daje duzo do myslenia, bo buddyjska filozofia zycia - konkretnie Zen - to arcyciekawa sprawa, najlepsze jest to, ze nie mozna tego ubrac w slowa, trzeba doswiadczyc samemu :) ...

btw: Jesli chodzi o reinkarnacje, to nie do konca jest tak, ze wiecznie sie odradzamy. Odradzanie nastepuje tylko do momentu w ktorym zrozumiemy czym tak naprawde jest zycie, tylko do momentu oswiecenia. Wowczas podobno gdy umieramy nie odradzamy sie ponownie, tylko podczas umierania mamy pelna swiadomosc tego co sie dzieje, a nasza energia zyciowa w gigantycznym orgazmie ulatuje w kosmos - co to znaczy nie wiem, ale bardzo ciekawie brzmi;)... A czy bzdury? Reinkarnacja z punktu widzenia natury ma sens, przeciez wszystko jest zapetlone, wszystko jest tak naprawde w kole. Dzien, noc... dzien. Wiosna, lato, jesien, zima... wiosna... Zycie, smierc... zycie? :) Protony kraza w okol jadra atomu, ziemia w okol slonca, nasza galaktyka tez sie kreci w okol chyba srodka galaktyki, a same galaktyki tez sie w okol czegos kreca, taka jest natura wszechswiata ;) ...




Nazgaroth - 12 August 2005 - 10:01

dlaczego widelec nazywa sie widelec a nie kartofel ?
ludzie musieli jakos rzeczy ponazywac po imieniu
wg mnie slowo to i pojecie nie jest zwiazane z czysto przetrwalnikowym znaczeniem (seks)
uczucia ktorych czlowiek w fazie swojego rozwoju poznawal musial jakos nazywac aby mogl je wyrazac - proste

nie chodzi o "słowo"...
miłosc powstała na skutek ewolucji , kiedys "ludzie" jej nie znali , na poczatku chodziło tylko o sex ( z kim popadło ) ... bleh ..

co do miłosci- ILUZJA?? uczucia nie sa iluzja(nawet z biologicznego pktu widzenia).
z mojego punktu widzenia uczucia sa iluzją , miłosc jest iluzją , zycie jest iluzją ....
jedni przyjmują to wszystko jako coś naturalnego i płyną z reszta ludzi do wiecznej otchłani zapomnienia , a inni pragną czegoś wiecej ....

Nazgaroth, jeżeli naprawde uważasz, że miłość jest iluzją, to szczerze współczuję... Ale wierze, że jeszcze zmienisz zdanie!
jak mógłbym pisać o czymś nie znajać tego wcześniej ?

Chodzi mi o to, ze poswiecamy nasze zycie na sprawy, ktore i tak do niczego nas nie zaprowadza, ktore i tak nie wzbogaca naszego zycia, chyba ze materialnie, ale to do niczego nas nie prowadzi...
podałes dobry przykład bezsensu zycia :)




cetoslava - 12 August 2005 - 11:00

Chodzi mi o to, ze poswiecamy nasze zycie na sprawy, ktore i tak do niczego nas nie zaprowadza, ktore i tak nie wzbogaca naszego zycia, chyba ze materialnie, ale to do niczego nas nie prowadzi...
nas nie, ale przyszle pokolenia owszem. tak naprawde to my jestesmy tylko pojedynczymi komorkami wielkiego ogranizmu jakim jest spoleczenswto i chcac nie chcac to wlasnie my pracujemy na jego przetwanie.




Kuri - 12 August 2005 - 11:25


Chodzi mi o to, ze poswiecamy nasze zycie na sprawy, ktore i tak do niczego nas nie zaprowadza, ktore i tak nie wzbogaca naszego zycia, chyba ze materialnie, ale to do niczego nas nie prowadzi...
nas nie, ale przyszle pokolenia owszem. tak naprawde to my jestesmy tylko pojedynczymi komorkami wielkiego ogranizmu jakim jest spoleczenswto i chcac nie chcac to wlasnie my pracujemy na jego przetwanie.

Ale o ile ziemia bylaby piekniejsza, gdyby nas tu nie bylo ;) . Dzialamy na ziemie niczym bakteria na jakis organizm, ziemi przynosimy wiecej szkod niz pozytku, bo dbamy tylko o siebie. Naukowcy nie wroza nam przyszlosci jesli dalej bedziemy tak robic, a bedziemy na pewno, tylko ze kiedys to sie w koncu skonczy, pytanie tylko jak, globalna katastrofa? Zobacz co sie dzieje w Chinach, zobacz co sie dzieje w Indiach, te 2 najbardziej zaludnione kraje chca byc druga ameryka. Chiny juz teraz w takim stopiu zdewastowaly srodowisko, ze robi im sie gdzies w srodku kraju coraz wieksza pustynia (dokladnie nei wiem gdzie), scieki plyna zewszad, a surowce im sie koncza, tylko ze Chiny wciaz sie rozwiaja w szalenczym tempie (wyobraz sobie co byloby gdyby kazdy chinczyk mial samochod - a tak w przyszlosci pewnie bedzie), wiec beda potrzebowaly coraz wiecej surowcow, tylko skad je brac? Ziemia ma ograniczone zasoby, a jesli wygrzebiemy z ziemi wszystko co sie da wygrzebac, takze czeka nas katastrofa. Na razie nikt sie tym zbytno nie przejmuje, niby szukaja alternatywnych zrodel energii, ale i tak dewastuja ile wlezie, mowie, naukowcy w roznych raportach na temat srodowiska nie wroza nam nic dobrego... No i wlasnie to zostawimy przyszlym pokoleniom, mase sciekow, odpadow, ktorych teraz nie potrafia zutylizowac, tylko zakopuja w ziemi...

wiec jesli malutki ulamek spoleczenstwa wybierze inna droge, to nic nikomu sie nie stanie, baa, nawet wyjdzie to nam na dobre :) ... zaraz, zaraz, jak to bylo... imagine there's no countries, it isn't hard to do, nothing to kill or die for, and no religion too, imagine all the people, living life in peace... :lol2: :D




polbanda - 12 August 2005 - 12:48

przeciez wszystko jest zapetlone, wszystko jest tak naprawde w kole. Dzien, noc... dzien. Wiosna, lato, jesien, zima... wiosna... Zycie, smierc... zycie? :) Protony kraza w okol jadra atomu, ziemia w okol slonca, nasza galaktyka tez sie kreci w okol chyba srodka galaktyki, a same galaktyki tez sie w okol czegos kreca, taka jest natura wszechswiata ;) ...
zgaqdzam się tylko zastanawia mnie (szczerze to nie zadna aluzja ani nic takiego) dlaczego przez tyle milionow lat ani razu nie powtorzylo sie DNA czlowieka, kazdy nowonarodzony czlowiek wyglada inaczej . czy "ktos" to ustala i nad tym czuwa? a wiec ma panowanie nad nami wszystkimi ? jak na to odpowiedziec ?




hal_bregg - 12 August 2005 - 20:21

po smierci pozostaje pamiec nie tylko o osobie, ale i o jej pozytywnosci, czynach i dobr jakie po sobie zostawila, a jesli tych 3 rzeczy nie bylo zbyt duzo pamiec, pozytywna pamiec nie istnieje...
osobiscie nie wierze w zycie po smierci. wiec w sumie mi nie robi zupelnie roznicy czy i jak ktos bedzie mnie pamietal. bo co mi to robi za roznice skoro moja swiadomosc zniknie?




- 13 August 2005 - 00:32
@ Kuri - nie lepiej żyć chwilą, jej pięknem które nas otacza ?? zachodem słońca, ciepłym spojrzeniem dziewczyny która nam się podoba, łykiem piwa, dzwiękiem ulubionego utworu ?? Może i jesteśmy tylko po to by przedłużyć gatunek ?? życie z mojego założenia jest tylko jedno, trzeba rozbić wszelkie granice, złamać zasady - nikogo to nie będzie i tak interesowało co robiłeś tylko co dokonałeś - nie dokonałeś nic - nie matw się nie jesteś sam, dokonałeś coś wielkiego ?? pytanie po co - by po smierci być sławnym by coś zrobić dla innych twoja sprawa. Kasa, dobra na ziemi - są potrzebne ale dla ludzi mądrych którzy wiedzą co z nimi zrobić, by spełnić własnie marzenia, dla chwili o której pisałem na początku. O życiu można wiele gadać, narzekać - do niczego to nieprowadzi, może wskazać właściwą droge... na reszte pytań człowiek musi odpowiedzieć sobie sam ...




eNternity - 13 August 2005 - 09:38

ja wierze w reinkarnacje.. wiem ze wielu ludzi uwaza to za bzdury ale jednak... a co jesli jestem np.80 wcieleniem Kleopatry?? albo bylam kiedys wiewiorka?? nie wazne!! najlepsze jest to, ze moja dusza nigdy nie umrze, ze przejdzie do nastepnego ciala.. czytalam o przypadkach osob, ktore pamietaly soje wczesniejsze wcielenia.. bardzo ciekawe doswiadczenie...  :D
podobno szczegolnie w rodzinach druzyjskich dosc czesto sie to zdarza, szczegolnie u dzieci, gdyz z wiekiem pamiec zdarzen z poprzednich wcielen zanika...

fakt, sceptykow na tym swiecie jest nie malo - oni wszedzie znajda jakies 'ale', jednak ja nie uwazam reinkarnacji za jak to powiedzialas 'bzdure', poniewaz wierze w nia jak i w obe [choc sama nie przezylam].
nie gdybam natomiast - czy w jednym z poprzednich wcielen bylam kleopatra, czy tez przykladowo kazimierzem wielkim [nie w kazdym musialam byc kobieta]. czasem tylko zastanawiam sie jak zylam, czy znalam kogos, kogo znam teraz, jakie byly miedzy nami relacje i co musze w tym zyciu naprawic itp


Każdy powinien szukać jakiś wartości, celów które urozmaicą jego bytowanie na ziemi.
to jest juz troszczke inny temat. wiadomo, ze nie po to czlowiek rodzi sie, aby cale zycie spedzic w swoim pokoju. czesto jednak owych wartosci szuka do 'konca', przeskakuje kolejna poprzeczke, osiaga cel, w miejsce ktorego pojawia sie nowy. z reszta - od tego, jak wykorzystujesz zycie obecnie tobie dane, poniekad ma wplyw na kolejne.


Ale o ile ziemia bylaby piekniejsza, gdyby nas tu nie bylo wink.gif . Dzialamy na ziemie niczym bakteria na jakis organizm, ziemi przynosimy wiecej szkod niz pozytku, bo dbamy tylko o siebie. Naukowcy nie wroza nam przyszlosci jesli dalej bedziemy tak robic, a bedziemy na pewno, tylko ze kiedys to sie w koncu skonczy, pytanie tylko jak, globalna katastrofa? Zobacz co sie dzieje w Chinach, zobacz co sie dzieje w Indiach, te 2 najbardziej zaludnione kraje chca byc druga ameryka. Chiny juz teraz w takim stopiu zdewastowaly srodowisko, ze robi im sie gdzies w srodku kraju coraz wieksza pustynia (dokladnie nei wiem gdzie), scieki plyna zewszad, a surowce im sie koncza, tylko ze Chiny wciaz sie rozwiaja w szalenczym tempie (wyobraz sobie co byloby gdyby kazdy chinczyk mial samochod - a tak w przyszlosci pewnie bedzie), wiec beda potrzebowaly coraz wiecej surowcow, tylko skad je brac? Ziemia ma ograniczone zasoby, a jesli wygrzebiemy z ziemi wszystko co sie da wygrzebac, takze czeka nas katastrofa. Na razie nikt sie tym zbytno nie przejmuje, niby szukaja alternatywnych zrodel energii, ale i tak dewastuja ile wlezie, mowie, naukowcy w roznych raportach na temat srodowiska nie wroza nam nic dobrego... No i wlasnie to zostawimy przyszlym pokoleniom, mase sciekow, odpadow, ktorych teraz nie potrafia zutylizowac, tylko zakopuja w ziemi...

wiec jesli malutki ulamek spoleczenstwa wybierze inna droge, to nic nikomu sie nie stanie, baa, nawet wyjdzie to nam na dobre smile.gif ... zaraz, zaraz, jak to bylo... imagine there's no countries, it isn't hard to do, nothing to kill or die for, and no religion too, imagine all the people, living life in peace... lol.gif biggrin.gif

a mnie przypominaja sie slowa sw. Augustyna 'czas jest taki, jacy my jestesmy'...

pozdrawiam




EBRU - 20 August 2005 - 16:26
zycie nalezy przezyc max intensywnie... lepiej zdychac w wieku lat 30 ze swiadomoscia, ze kazda sekunde sie wykorzystalo... ze to niezdrowe? samodestrukcyjne? auto-wyniszczajace? i co z tego..? po co robic jakies plany? jutro moge wpasc pod tramwaj... wiec planuje tylko absolutne minimum... doswiadczylam wiecej rzeczy, niz wielu przez cale zycie...
wiele razy zalowalam tego, ale kazdym nastepnym razem powtarzalam...

jak nie masz nic do stracenia i nie przejmujesz sie soba to lepiej zalowac, ze sie cos zrobilo, niz ze nie sprobowalo sie wogole... a ze mozesz umrzec przy okazji? who cares motherfucker?! :twisted:
(choc ostatnio Ktos probuje weryfikowac mi ten poglad :P)

milosc to rzeczywiscie tylko iluzja, ale chyba najrozkoszniejsza z iluzji... oklamywanie siebie w najczystrzej postaci, alez jakie przyjemne przy tym :wink: a ze ma na celu przetrwanie gatunku? mnie to absolutnie nie przeszkadza... ja tam lubie oszukiwac gatunek, ze niby go przedluzam :wink:

ide uzyc nocy, dopoki sil witalnych, mlodosci i iluzji w postaci milosci mi jeszcze starcza... polecam te forme zabicia czasu, bo w przemysleniach nad sensem zycia monthy pytona i tak nikt nie przebije.. :P




Q600 - 21 August 2005 - 15:13
to sa ochotnicy do grupowego samospalenia? mi samemu sie nie chce.




EBRU - 22 August 2005 - 19:39
ja sie co najwyzej spalam w pracy w sloncu... :wink:




alegria - 23 August 2005 - 13:37
ja sie samospalilam nad morzem...nie ma to jak zasnac na plazy pod dwoch warkach mocnych;)
OT




zazula - 23 August 2005 - 16:27
To co piszesz jest zwyczajnie śmieszne. Przyznaję, że istotnie trzeba wykorzystać każdą chwilę życia i przeżyć ja "do końca", by nic z niej nie stracić. Nie odrzucisz ani przeszłości ani przyszłości.
Każesz nic nie planować..... To po co zapisywać się do szkoły (to się robi przed), po co szukać pracy.... trzeba brać jak leci albo nic nie brać?
Tak bym mogła ciągnąć do końca świata i o jeden dzień dłużej.... ale nie ma poco. Przecież ta Twoja wypowiedź to czysta prowokacja dla małolatów.... cha cha cha... :lol: :lol: :lol:




Nazgaroth - 23 August 2005 - 16:31
zazula ma racje ....to po prostu iluzja .....nie da sie zyc z dnia na dzien , ale nie mozna tez zaplanowac swojego zycia ....




EBRU - 23 August 2005 - 19:25
zycie to jest iluzja... wszyscy "buntownicy"" probujacy udowodnic sobie i swiatu ze jest inaczej sa po prostu smieszni...
i co z tego, ze iluzja? jak ktos ma czas i checi na poszukiwanie Prawdu - prosze bardzo, ja pozostane przy tak strasznie iluzorycznych i przyziemnych "rzeczach", jak przyjaciele, Mezczyzna, biby, studiiowanie, praca, blablabla... :wink:




Kuri - 23 August 2005 - 20:19

To co piszesz jest zwyczajnie śmieszne. Przyznaję, że istotnie trzeba wykorzystać każdą chwilę życia i przeżyć ja "do końca", by nic z niej nie stracić. Nie odrzucisz ani przeszłości ani przyszłości.
Każesz nic nie planować..... To po co zapisywać się do szkoły (to się robi przed), po co szukać pracy.... trzeba brać jak leci albo nic nie brać?
Tak bym mogła ciągnąć do końca świata i o jeden dzień dłużej.... ale nie ma poco. Przecież ta Twoja wypowiedź to czysta prowokacja dla małolatów.... cha cha cha... :lol: :lol: :lol:


zazula, to ja jestem smieszny? Popatrz na swoj post. Oczywiscie, ze nie odrzuce odrazu ani przeszlosci, ani przyszlosci, bo ten proces trwa lata. Do tego trzeba wiele pracy - medytacja. Sadze, ze pojecia nie masz o czym pisze, a zabierasz glos i jeszcze twierdzisz, ze moja wypowiedz jest "prowokacja dla malotalotw", no litosci... Odrzucenie mysli o przeszlosci/przyszlosci i skoncentrowanie calej uwagi na terazniejszosci uczy nie jedna religia/system filozoficzny dalekiego wschodu, wiec daruj sobie takie uwagi i lepiej zajmij sie czyms innym, bo na dyskusje z Toba nie mam najmniejszej ochoty - nie ma o czym dyskutowac po prostu...




Nazgaroth - 23 August 2005 - 20:58

zycie to jest iluzja... wszyscy "buntownicy"" probujacy udowodnic sobie i swiatu ze jest inaczej sa po prostu smieszni...
i co z tego, ze iluzja? jak ktos ma czas i checi na poszukiwanie Prawdu - prosze bardzo, ja pozostane przy tak strasznie iluzorycznych i przyziemnych "rzeczach", jak przyjaciele, Mezczyzna, biby, studiiowanie, praca, blablabla... :wink:


ehhh , nie o to mi chodziło , nie rozumiesz , siadaj , pała .




Q600 - 24 August 2005 - 17:21
mondrosiciom wielkom nabytom jezt aby szyscy rozómieli ciem co aby na tenczas napisać chciałeź i tudzież pszekazadź




micropoint - 24 August 2005 - 18:58
to czy życie ma sens jest sprawą indywidualną każdego człowieka. Jednak każdy człowiek jest STEROWANY przez proste reakcje chemiczne. Mamy tylko wrażenie tego że potrafimy kierować swoim postępowaniem. Gówno prawda. To że zrobimy coś tak a nie inaczej jest wynikiem oddziaływania bodziec--receptor--OUN--efektor--reakcja, najbardziej prymitywnego szlaku interakcji organizmu ze srodowiskiem.
A wszystko dlatego że człowiek w toku procesu istniejącego od zawsze wykształcił na tyle swój centralny układ nerwowy by uzyskać samoświadomość. I to właśnie dzięki temu wyniósł się na piedestał życia stawiając siebie na końcu łańcucha pokarmowego.
A w nas nic wyjątkowego nie ma. Jesteśmy tylko bryłą różnorodnych komórek uorganizowanych w tkanki i organy działające w sposób ściśle skoordynowany.

A to że kod genetyczny człowieka jest unikalny i niepowtarzalny (tak samo jak wszystkich innych organizmów) wynika z prostego faktu mutacji, błędów jakie powtają podczas powielania naszego materiału genetycznego i tego że się rozmnażamy płciowo :D co zresztą też jest sterowane hormonami które w nas buzują jak pszczoły w ulu.
A tylkodzięki świadomosci umiemy z tego czerpac przyjemność.
A to że myślimy? Phi przecież mrówki też myslą. Naprwdę.




EBRU - 24 August 2005 - 20:58


zycie to jest iluzja... wszyscy "buntownicy"" probujacy udowodnic sobie i swiatu ze jest inaczej sa po prostu smieszni...
i co z tego, ze iluzja? jak ktos ma czas i checi na poszukiwanie Prawdu - prosze bardzo, ja pozostane przy tak strasznie iluzorycznych i przyziemnych "rzeczach", jak przyjaciele, Mezczyzna, biby, studiiowanie, praca, blablabla... :wink:


ehhh , nie o to mi chodziło , nie rozumiesz , siadaj , pała .


czyja? :twisted:
alez ja nie usilowalam nawet z Toba Nazq polemizowac... tak mi sie odnosnik zrobil do jednego zdania z Twojego postu... nawiazujac do micropointa - to mega przeurocze byc sterowanym przez wlasny organizm i przekazniki w nim sie zawierajace (mala dygresja: poczekaj, poczekaj - napisze do Cabana, to sie co nie co dowiem :P )...

mozna zawsze zwalic na nie wine... to nie ja zrobilam - to one!!! :-D




Nazgaroth - 24 August 2005 - 21:04

czyja? :twisted:
jak chcesz może być moja...
:lol:
btw. micropoint ładnie napisał to o czym ja myślałem ale nie potrafiłem wyrazić słowami :)




Q600 - 25 August 2005 - 17:23
ale wy madre rzeczy piszecie... gdziezmi tu sie do was porownywac... iluzoryczne przedstawienie zycia... iluzja to zycie, myslenie o niej to zycie, samo zycie to zycie. i smierc to tez zycie... takie to proste a wy wszyscy probujecie wymyslec jakies niedoscignione teorie i probujecie zrozumiec siebie... i innych... chociaz oni nie zawsze potrafia przekazac to nad czym mysla.

a normalne zycie - czy ktos potrafi zyc normalnie? zdrowo, bezstresowo, nie martwic sie o pieprzona mamone, nie myslec ze na cos zabraknie, nie zalamywac sie, nie myslec jak by to bylo w alternatywie? nie ma takich ludzi.

no i dochodzimy do tego co chyba na poczatku napisano...

czy wierzysz czy nie, czy dazysz czy nie, czy jestes bogaty czy nie, albo slawny lub najwazniejszy na swiecie...

na wszystkich czeka ten sam piach, a pozniej to wedlug wiary lub niewiary




Nazgaroth - 25 August 2005 - 17:51

a normalne zycie - czy ktos potrafi zyc normalnie?
żebym nie został posądzony o powtarzanie tego samego słowa napiszę tak : normalne zycie to imaginacja , złudzenie , coś czego nie ma , aczkolwiek cos do czego wszyscy dążą ....
ale kraku napisał mądrą rzecz .... jedno co nas czeka jest pewne i iluzją napewno nie jest - piach.

z mojej strony EOt bo juz za duzo tu nabazgrałem ;)




zazula - 26 August 2005 - 01:07
zazula, to ja jestem smieszny?

Zanim skrytykujesz dobrze przeczytaj... Nie odważę się nigdy nikogo obrażać. Nie napisałam, że Ty jesteś śmieszny...
... a tę jak to nazwałam "prowokację" teraz nawet pochwalam, ponieważ spowodowała, że parę osób na chwilę pomyślało troszkę szerzej.




Strona 1 z 2 • Zostało wyszukane 109 wyników • 1, 2